Na swoim,  Na zielono

1000 rzeczy mniej w 2020, czyli o tym, jak zostaję rozsądną minimalistką

Nie oszukujmy się – minimalistką nie będę nigdy. Jestem zbieraczem, uwielbiam ładne przedmioty, zapach starych książek i płyt, ceramikę z PRL-u, na brak ciuchów też nie narzekam. Ale rozsądny minimalizm to nie biały mebel z Ikei i liść palmy w butelce. To umiarkowanie, które dobrze robi mojej głowie.

Zaczęło się niewinnie. Kilka tygodni temu znalazłam na Instagramie profil, który zagonił mnie do porządków. Od kopa podaję link, bo jestem pewna, że was też zmotywuje – https://www.instagram.com/rozsadny_minimalizm/

Rozsądny minimalizm to instagramowe konto Heleny, pomysłodawczyni akcji #1000rzeczymniejw2020, a konkretnie jej trzeciej edycji, bo akcja miała swój początek w roku 2018. Na swoim profilu Helena dzieli się sukcesami w porządkowaniu domowej przestrzeni, ale co ważne – publikuje również udokumentowane postępy prac swoich followersów. To naprawdę motywuje i zagrzewa do częstszych porządków.

Zasady są proste – sprzątasz, ale sprzątasz tak, by w roku 2020 pozbyć się 1000 rzeczy. Choć liczba może przerażać, przedmioty znikają jak szalone, robiąc miejsce w szafie, a tobie odechciewa się zakupu kolejnych. I tak ja – nałogowa zbieraczka i wielbicielka zagracania, w rozsądny i pozbawiony przesady sposób pozbyłam się już prawie setki przedmiotów, a jestem dopiero na początku tej drogi. Nigdy nie byłam zakupoholiczką, a od kilku lat kupuję naprawdę niewiele, za to nigdy nie odmówiłam sobie talerzyka z PRL-u, dodatkowej książki na półce, figurki kota czy zapasu kosmetyków. Efekt? Posiadam zdecydowanie więcej, niż naprawdę potrzebuję.

Co wyrzucam? Tak naprawdę wyrzucam tylko śmieci – stare paragony, niepotrzebne dokumenty, zbędne pudełka po butach i nie wliczam ich do #1000 rzeczy, których się pozbywam. To tylko śmieci, a mnie zależy na tym, by pozbyć się z domu przedmiotów, które nie są mi już potrzebne i nie cieszą oka, a jednak zawsze było mi ich żal… Co znajduje się na mojej liście?

  • Książki, których już nie czytam i na pewno do nich nie wrócę – oddaję je bliskim, zanoszę do nowohuckiej, parkowej szafy, z której każdy może wziąć coś dla siebie. Kilka wystawiłam na allegro
  • Ubrania, w których nie chodzę – znalazły nowych właścicieli
  • Przeterminowane leki – oddaję do apteki
  • Zepsuta biżuteria – musiała wylądować w śmietniku
  • Buty – lądują w firmowej szafie, do której oddajemy odzież, która później służy bezdomnym
  • Nowe kosmetyki, których nie będę używać, dziwne drobiazgi – oddaję na kiermasz kociej fundacji.

Nie chcę kompulsywnie pozbywać się rzeczy, bo nie o to chodzi i nie leży to w mojej naturze. Wychowano mnie w szacunku, do tego co mam, w miłości do starych, pięknych i często dobrych jakościowo przedmiotów – nie umiem wyrzucać. Ta akcja pozwala jednak puścić te przedmioty „dalej”, w dalszym ciągu cieszą czyjeś oko, zimą chronią przed wiatrem lub pozwalają napełnić kocią michę – i o to chodzi!

Najlepsze dopiero przede mną – w mieszkaniu mam zaledwie niewielką część swoich zbiorów, większość zostawiłam w domu rodzinnym i to właśnie te porządki będą prawdziwym wyzwaniem i na pewno pozwolą mi osiągnąć magiczne #1000rzeczy. Rozsądny minimalizm zachęca również do porządkowania strychu – akcja #sprzątanie strychu to dopiero będzie zabawa, bo tam zarchiwizowane jest 36 lat mojego życia.

Rok 2020 zaskoczył mnie na maksa pozytywnie, z zapałem podjęłam się dwóch wyzwań, które dobrze robią mojej głowie. O postępach w #niekupięnowychubrańprzezcałyrok:2020 jeszcze pewnie coś napiszę, #1000rzeczymniejw2020 idzie jak burza, a ja już uchylam drzwi na strych. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *